Krem z filtrem to dla mnie absolutna podstawa – fundament, od którego zaczęła się moja świadoma pielęgnacja, jeszcze przed retinolem czy kwasami. To w końcu SPF jest tym 'magicznym' produktem, który realnie chroni przed zmarszczkami, przebarwieniami i pozwala skórze dłużej zachować młodość. W kalendarzu adwentowym Pure Beauty (BeautyXMas) znalazłam najdroższy filtr, jakiego kiedykolwiek używałam. To kosmetyk z najwyższej półki pod każdym względem. Jak zatem na mojej skórze wypadł Hamsa Skin Lab Natural Anti-Ageing Cream SPF 30? Czy cena idzie w parze z luksusowym działaniem?
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Natural anti-aging cream SPF 30 FACE CREAM dostaniecie na stronie internetowej producenta. Cena to niebagatelne 600 zł. Moim zdaniem to już absolutnie luksusowy kosmetyk.
Pierwsze, co zwraca uwagę, to samo opakowanie – jest dość ciężkie i solidne, dzięki czemu bardzo wygodnie trzyma się je w dłoni. Całość zdobi piękne, lustrzane złote wieczko, do którego nawiązują napisy na słoiczku. Ta elegancka buteleczka prezentuje się niezwykle luksusowo nie tylko na łazienkowej półce, ale i na toaletce, stając się niemal ozdobą kolekcji.
A teraz przyjrzymy się, co mówi o nim producent 🤔
Naturalny skład, luksusowe działanie
Hamsa Skin Lab to 100% wegańska formuła, która łączy ochronę SPF 30 z intensywnym działaniem anti-aging. Nie ma tu mowy o kompromisach – skład jest czysty i przemyślany, dzięki czemu krem polubi się nawet z wrażliwą cerą.
Co znajdziemy w środku?
Nawilżenie i elastyczność: Masło shea i olejek ze słodkich migdałów sprawiają, że skóra staje się miękka i ukojona.
Tarcza antyoksydacyjna: Ekstrakty z białej oliwki i opuncji figowej (naturalny botoks!) walczą z wolnymi rodnikami i spowalniają starzenie.
Regeneracja: Olej arganowy i pantenol to duet, który dba o barierę ochronną i wycisza ewentualne podrażnienia.
To nie jest zwykły filtr – to pełnowartościowy krem pielęgnacyjny, który przy okazji chroni nas przed fotostarzeniem.
Krem zachwyca przede wszystkim bogatym i naturalnym składem, w którym pierwsze skrzypce grają luksusowe ekstrakty z opuncji oraz oliwki. To właśnie one odpowiadają za skuteczne spowalnianie procesów starzenia, co w połączeniu ze składnikami wspierającymi barierę ochronną oraz kluczowym filtrem SPF, tworzy kompleksową ochronę przed fotostarzeniem. To, co urzeka jednak najbardziej, to cudowna, otulająca konsystencja produktu. Krem dosłownie tworzy na skórze przyjemną „kołderkę”, która intensywnie nawilża, odżywia i łagodzi cerę. Jest to szczególnie istotne zimą, ponieważ w przeciwieństwie do wielu lekkich filtrów, ten produkt jest wyjątkowo odżywczy i idealnie sprawdza się podczas chłodniejszych dni.
W codziennym użytkowaniu ogromnym atutem jest fakt, że kosmetyk w ogóle nie bieli skóry i mimo swojej treściwości, dość szybko się wchłania. Pozostawia po sobie delikatną lepkość, dzięki której może nadawać się pod makijaż i wygląda bardzo świeżo. Na cerze uzyskujemy eleganckie, satynowe wykończenie, które przez cały dzień prezentuje się nienagannie, nie wyświecając się nadmiernie. Dopełnieniem luksusowego charakteru kremu Hamsa Skin Lab jest jego zapach – pudrowy, ciepły i elegancki, przywodzący na myśl drogie perfumy. Jest on wyczuwalny podczas aplikacji, jednak na tyle subtelny, że nie przytłacza w ciągu dnia, czyniąc poranną pielęgnację czystą przyjemnością.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję :) To zawsze motywuje do dalszego pisania :) Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, więc nie zostawiaj linków do swojego bloga, reklam, stron i innego spamu, bo takie komentarze usuwam. Nie wyrażam również zgody na kopiowanie moich zdjęć i tekstów bez pytania.