Jeśli chodzi o podkłady, to jestem zwolennikiem lżejszych opcji nie tylko latem. Sprawdzają się u mnie świetnie przez cały rok, więc nie widzę powodu, aby z nich rezygnować. Ostatnio nie miałam szczęścia, jeśli chodzi o testowanie kolorówki w tej kategorii, bo pamiętacie na pewno, że krem bb Eveline nie bardzo się u mnie sprawdził. Z chęcią jednak sięgnęłam po Bielenda Make-up Academie Eco Fluid, który znalazłam w ostatnim boxie Pure Beauty Jungle Fever. Czy sprawdził się u mnie tak dobrze, jak inne moje ulubione podkłady tej marki? Przeczytacie w dzisiejszym wpisie.
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Bielenda Make-up Academie Eco Fluid mam w kolorze 01 jasny beż. Stacjonarnie chyba nie jest nigdzie dostępny. Online widziałam go na stronie producenta oraz na allegro. Jego cena to ok. 40 zł.
Bielenda Make-up Academie Eco Fluid mam w kolorze 01 jasny beż. Początkowo obawiałam się, że może być za jasny, bo jestem opalona. Okazało się jednak, że podkład ma idealny dla mnie kolor i super się dopasowuje do skóry. Nie ciemnieje w ciągu dnia i nie kłóci się też z kremem spf, co dla mnie jest bardzo ważnym aspektem. Konsystencja jest kremowa i nie spływa podczas nakładania na skórę. Bardzo łatwo i szybko rozprowadza się wstępnie dłońmi. Można go też nałożyć bezpośrednio gąbka na twarz i jest to równie bezproblemowe. Podkład nie zastyga, więc spokojnie można z nim pracować do uzyskania pożądanego efektu. Warto też dodać, że można stopniować krycie według własnych potrzeb, a kolejne warstwy nadal wyglądają dobrze.
Podsumowując, Bielenda Make-up Academie Eco Fluid naprawdę mi się spodobał. Bardzo dobrze kryje bez efektu maski, a jednocześnie jest super lekki. Przez ponad 10 godzin noszenia makijażu wygląda nienagannie. Nie ściera się, nie podkreśla suchych skórek ani porów. Skóra wygląda na promienną i nawilżoną. Nie znajduje w tym produkcie minusów i naprawdę polecam wam go przetestować.
Wiecie na pewno, że nie jestem wielką fanką baz pod makijaż, a od lat najlepiej sprawdza mi się ulubiona pielęgnacja twarzy w tym celu. Owszem zdarzyło mi się testować jakieś pojedyncze produkty z tej kategorii, ale żaden tak naprawdę mnie nie zadowolił w 100% i miał swoje wady. Zrezygnowałam zatem całkowicie z takiej opcji, z powodzeniem korzystając z pielęgnacji, jak wspomniałam wyżej. W lipcu w moim pierwszym pure beauty boxie znalazłam bazę pod makijaż lirene, która mnie zaskoczyła. Czy było to pozytywne zaskoczenie, przeczytacie w dzisiejszym poście.
współpraca reklamowa z pure beauty.
Lirene instant smooth baza 3w1 zgodnie z ulotką, którą znalazłam w boxie, kosztuje ok. 30 zł za tubkę. Stacjonarnie dostaniecie ją w Rossmannie i cena jest taka sama. W hebe baza kosztuje prawie 40 zł, więc bardziej opłaca się ją kupić w tej pierwszej drogerii. Często też można ją upolować w promocji. Online dostaniecie ją na cosibella.pl i superpharm.pl. Cena waha się od 20 do 31 zł.
Rewolucyjna baza pod podkład 3 in 1 Instant Smooth to efekt połączenia: wiedzy Ekspertek z naszego laboratorium, najskuteczniejszych składników i nowoczesnych technologii.
Baza 3 in 1 zadba o młody wygląd i kondycję Twojej skóry oraz sprawi, że będziesz cieszyć się nieskazitelnym makijażem nawet do 10h
Opakowanie produktu to zakręcana tubka z wygodnym dzióbkiem do aplikacji. Kosmetyk łatwo się wydobywa ze środka, ponieważ opakowanie jest miękkie. Oczywiście nie wygląda to tak, że produkt się leje, bo tego nieco się obawiałam. Całość jest prosta, ale elegancka.
W składzie według producenta znajdziemy ceramidy i peptydy, które mają działać przeciwzmarszczkowo i pobudzać naszą skórę do odbudowy.
Konsystencja bazy jak widzicie, jest dość gęsta po wyciśnięciu z tubki. Przy aplikacji czuć, że jest lekko silikonowa i dzięki temu wygładza twarz. Jak napisałam wyżej, ma też w sobie bardzo delikatne drobinki miki, która daje przyjemne glow na cerze. Baza wchłania się raczej szybko i potem można przechodzić do nałożenia dalszych warstw makijażu. Jeśli chodzi o zapach, kosmetyk jest dość mocno perfumowany, więc nie każdemu przypadnie to do gustu. Mnie ten zapach akurat mocno nie przeszkadzał, ale uczulam was na niego.
Podsumowując, baza lirene instant smooth okazała się całkiem niezłym produktem. Zużyje ją na pewno w całości, bo daje fajny efekt wygładzenia i glow na twarzy. Nie wiem tylko, czy jakoś bardzo wpływa na przedłużenie trwałości makijażu, bo w moim przypadku nie ma z tym problemu.
Koniecznie dajcie znać, czy w ogóle używacie innej bazy pod makijaż niż pielęgnacja, a jeśli tak, to czy mieliście okazję testować bazę lirene :)
*Wpis powstał w współpracy z pure beauty.
Od wielu lat jestem miłośniczką podkładów i kompletnie pomijam kremy bb w swojej kosmetyczce. Moje jedyne doświadczenie w tej kategorii produktów to krem bb miss sporty morning baby, który był fatalnym produktem i podkreślał na mojej twarzy to, co najgorsze. Na wiele lat zrezygnowałam przez to z tej kategorii wśród kosmetyków kolorowych i zaczęłam używać podkładów. Dwa lata temu po raz pierwszy przetestowałam łagodzący krem bb marki vianek, o którym będzie mowa w tym wpisie. Ostatnio otrzymałam go w pełnowymiarowym opakowaniu w pudełku pure beauty. Czy skradł moje serce na dobre? O tym przeczytacie w tym poście.
Łagodzący krem bb vianek kupicie stacjonarnie w Hebe za ok. 40 zł. Online można go kupić na notino.pl, ekobieca.pl czy gobli.pl. Swój egzemplarz otrzymałam w pudełku pure beauty box, a jego wartość to 39 zł.
Lekki, wielofunkcyjny krem do pielęgnacji na dzień, zawierający tylko filtry fizyczne. Chroni skórę wrażliwą i podrażnioną przed szkodliwym działaniem promieni UV. Naturalne pigmenty ujednolicają koloryt, korygują drobne niedoskonałości i rozświetlają cerę.
Kremu bb miałam okazję spróbować po raz pierwszy jakieś dwa lata temu dzięki próbce. Była na tyle wydajna, że wystarczyła mi na dobrych kilka użyć i już wtedy spodobał mi się ten produkt. Wpisałam go zatem na swoją chciejlistę z różnymi kosmetykami. I postanowiłam polować na jakąś okazję i kupić go w promocji. Jednak nie zdążyłam tego zrealizować, bo otrzymałam swój egzemplarz właśnie w pure beauty boxie.
Obietnice producenta wydają się rozsądne. Chwali się również to, że krem ma spf, aczkolwiek zawsze nakładałam pod niego normalny spf50, aby mieć pewność, że moja skóra ma odpowiednią ochronę. Aplikacja kremu bb przebiega raczej bez problemu, ale pamiętajcie, aby najpierw zaaplikować go na twarz dłońmi, a potem doklepać gąbeczką, aby ładnie się rozłożył na cerze pod wpływem ciepła palców. Produkt na skórze po nałożeniu ładnie się dopasowuje i wtapia. Wyrównuje wszelkie zaczerwienienia i drobne niedoskonałości, a w odczuciu jest jak ulubiony krem do twarzy. Twarz jest też delikatnie rozświetlona, choć produkt jest pozbawiony drobinek. Nie daje też efektu maski.
Opakowanie kosmetyku stanowi okrągła buteleczka z przyjemną dla oka grafiką. Wyposażona jest w pompkę typu airless, co daje nam higienę oraz pewność, że wydobyliśmy cały produkt. Powiem wam, że bardzo lubię opakowania marki Vianek, bo są nie tylko ładne, ale też przemyślane.
Rzadko komentuje skład kosmetyków kolorowych , ale tutaj jest naprawdę ciekawy. W środku znajdziemy olej z pestek winogron, cynk, olej z pestek słonecznika, ekstrakt z jeżówki i olej z pomarańczy chińskiej.
Kolor jak same widzicie nie jest do końca taki jasny, a tego bardzo się obawiałam, ponieważ jestem nieco opalona. Jednak bb ładnie się dopasował i nie odcina się od twarzy w żaden sposób. Nie zauważyłam też, aby ciemniał. Konsystencja jest przyjemnie kremowa i łatwo rozprowadza się na skórze. Krem dodatkowo przyjemnie pachnie. Nie jest to zapach duszący ani sztuczny. Niżej pokażę wam, jak wygląda na twarzy z całym makijażem, bo może pomoże wam to w podjęciu decyzji o zakupie.
Czego użyłam:
jako baza tym razem wpadł krem dermedic sunbrella spf50
TWARZ
Vianek łagodzący krem bb jasny
Korektor sensique high coverage concealer 03 sand beige
Puder AA wings of color dust matt loose powder 020 transparent
Hean lightening secret eye powder
Physicians Formula Murumuru Butter Bronzer light
Physicians Formula Murumuru Butter Blush vintage rose
Physicians Formula Murumuru Butter Blush natural glow w roli rozświetlacza
OCZY :
Baza kremowy cień bourjois satin edition 04 Abracada'brown + paleta Revolution Forever Falwless Decadent, tusz do rzęs Maybelline Lash Sensational Waterproof.
BRWI:
My secret wow eyebrow gel+ golden rose tinted eyebrow mascara nr 03
USTA :
Bourjois Rouge Edition Velvet 010 Don't pink of it
Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego kremu bb. Ładnie wygląda na twarzy, delikatnie rozświetla oraz wyrównuje zaczerwienienia i niedoskonałości. Plusem jest również to, że dobrze się dopasowuje do kolorytu cery. Nie zauważyłam też aby ciemniał. Zdecydowanie polecam.
Wpis powstał we współpracy z pure beauty nie miało to jednak wpływu na moją opinię.
Opis producenta i moja opinia
Opakowanie
Użyte produkty : od góry
Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiejsza recenzja będzie dotyczyła dość kontrowersyjnego produktu przez wiele osób uważanego za bubel. Mowa będzie oczywiście o mineralnym rozświetlającym podkładzie marki Bielenda Vege Flumi. Jest to kolejny kosmetyk z mojej wishlisty. Pokazywałam go w ulubieńcach, ale uznałam, że warto poświęcić mu też osobną recenzję.
Cena i dostępność
Mineralny fluid rozświetlający Bielenda Vege Flumi kupiłam na promocji w Rossmannie za ok. 12zł, w cenie regularnej kosztuje ok. 16 zł.
Opis producenta+moja opinia
Vege Flumi to wegański mineralny podkład, łączący funkcję fluidu z efektem rozświetlenia . Daje efekt promiennego blasku i rozświetlenia. Dzięki niemu skóra wygląda świeżo i naturalnie <3. Nie obciąża skóry, nie zatyka porów, nie powoduje powstawania zaskórników . Zawiera ekstrakt z truskawki, który wspiera nawilżenie i odżywienie naskórka <3. Scala się ze skórą, daje efekt MAKE-UP NO MAKE-UP, nie tworzy efektu maski, utrzymuje się na twarzy cały dzień.
Opis producenta brzmi kusząco i w tym przypadku nie odbiega od rzeczywistości, ale od początku. Podkład już od pierwszej aplikacji zrobił na mnie spore wrażenie, ponieważ wygląda jak druga skóra i bardzo ciężko jest zauważyć różnicę, kiedy przyglądamy się bliżej swojej cerze w lusterku. Miałam z tym spory problem, szczerze mówiąc. Wyglądało to zjawiskowo. Wszystkie moje mankamenty i zaczerwienienia na cerze dosłownie zniknęły, a skóra dostała zdrowego glow. Podkład jej nie obciążył ani nie sprawił, że wyglądała sucho. Dosłownie prawdziwy efekt make-up no make-up. Oczywiście to rozświetlenie nie ma w sobie brokatu ani efektu tłustej skóry, co czasem się zdarza.
Zapewne powstaje też w waszych głowach pytanie, jak się sprawdzał w przypadku różnych pudrów. Testowałam go najpierw z bambusowym pudrem Eveline i mat trzymał się przez cały dzień przez 12 godzin, kiedy mam makijaż na twarzy. Bardzo ładnie wyglądał też z pudrem AA, ponieważ cera była dodatkowo ładnie wygładzona. Mniej sprawdził się przy pudrze Celia, ponieważ wyglądał delikatnie sucho, ale podejrzewam, że to głównie kwestia tego pudru, a nie samego podkładu.
Bielenda vs inne podkłady
W porównaniu kolorystycznym weźmiemy pod lupę podkład Eveline Wonder Match w kolorze 010 light vanilla, kolejny będzie Selfie Time w odcieniu 02 Ivory, a ostatni Ingrid Ideal Matt nr 300 Ivory.
→Eveline Cosmetics Wonder Match |Prawdziwe wonder match na skórze
→Eveline Cosmetics Selfie Time
→Ingrid Ideal Matt|Mój wiosenno-letni hit w makijażu
Makijaż z podkładem Bielenda
Podsumowując, u mnie ten podkład wypadł świetnie i zdecydowanie nie żałuję, że go kupiłam. Na skórze wygląda przepięknie, dając efekt no make-up, który bardzo lubię. Aplikacja podkładu jest szybka i bardzo łatwa. Dodatkowo nie ciemnieje i nie robi się pomarańczowy. Gama kolorystyczna mogłaby być nieco szersza, ale wybaczam i mam nadzieję, że zostanie rozszerzona w przyszłości do jaśniejszych odcieni.
Koniecznie dajcie mi znać, co myślicie o tym podkładzie. Znacie go, sprawdził się u was, czy niekoniecznie. Jestem tego bardzo ciekawa :)
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Nie ukrywam, że ostatnio coraz bardziej znów interesują mnie kosmetyki kolorowe marki Eveline w przeciwieństwie do ich pielęgnacji, sprawdzają się w moim odczuciu naprawdę bardzo dobrze. Idąc tym tropem, parę miesięcy temu zainteresowałam się podkładem Wonder Match. Pamiętacie na pewno, że pokazałam wam go już w ulubieńcach, ale przyszedł czas, aby miał swoje 5 minut w osobnym wpisie. Jeśli ciekawi was, dlaczego tak bardzo lubię ten produkt, koniecznie czytajcie dalej.
Co, gdzie, jak i za ile?
Podkład Eveline Cosmetics Wonder Match w znajdziecie w kilku kolorach, ja wybrałam dla siebie 010 light vanilla. Dostaniecie go w trzech najpopularniejszych drogeriach, czyli w Hebe, Rossmannie i Naturze oraz w wielu internetowych drogeriach. Cena w Naturze i Rossmannie bez promocji to prawie 50zł, najdroższy jest stacjonarnie w Hebe, ponieważ jego cena to 55zł. W sklepach internetowych dostaniecie go nawet poniżej 30zł. Obecnie wszędzie stacjonarnie podkład jest na różnych promocjach, a najtaniej wychodzi w Naturze i Rossmannie. Ja swój egzemplarz kupiłam z rabatem, w drogerii ekobieca.pl płacąc ok. 27zł.
Opis producenta + moja opinia
Luksusowy podkład Wonder Match jest innowacyjnym połączeniem produktu do makijażu z produktem do pełnej pielęgnacji cery. Przyjemna, dopasowująca się kolorem konsystencja szybko tuszuje niedoskonałości skóry i oznaki zmęczenia. W rezultacie skóra wygląda na świeżą i wypoczętą. Produkt cechuje się również trwałością do 24 godzin, dzięki czemu możesz czuć się pewnie przez cały dzień i noc!
Zawiera nadzwyczajne składniki aktywne, takie jak kompleks prebiotyczny, doskonale zachowujący młodość skóry, kwas hialuronowy, który wiążę wodę i przeciwdziała zmarszczkom, wodę termalną bogatą w regenerujące i odświeżające mikroelementy. Dodatkowo wyciąg z acai, którego działa przeciwrodnikowo i pielęgnująco oraz tapiokę, nadającą skórze niezwykłą gładkość i miękkość.
W skrócie:
*Podkład to połączenie pielęgnacji i makijażu
*Tuszuje niedoskonałości i oznaki zmęczenia
*Ma 24h trwałość
Producent sporo nam obiecuje względem pielęgnacyjnych cech tego podkładu, ale powiem wam, że nie odniosę się do tego w 100%, aczkolwiek podkład ma o wiele więcej innych plusów, o których wspomnę wam w tej recenzji.
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to formuła podkładu, która jest przyjemnie nawilżająca i zdecydowanie podczas nakładania to czuć i jest to bardzo miłe, a wszystkie wcześniejsze podkłady, które testowałam, nie miały aż tak przyjemnej konsystencji podczas nakładania. Co istotne pracując z podkładem, mam czas go rozpracować na skórze dokładnie, tak jak chcę, mimo że jest to zastygająca formuła, a nie tempo rozprowadzająca się, jak wiele z was mogłoby pomyśleć. Oczywiście to zastyganie nie daje efektu suchości ani ściągnięcia cery, co bardzo mnie zaskoczyło, w pozytywny sposób. Krycie podkładu tak jak obiecuje producent, można budować, z czego skorzystałam podczas noszenia maseczek, dokładając kolejną warstwę w strategicznych miejscach na linii maseczki i powiem wam, że podkład wyglądał tam świetnie przez cały dzień i nie sprawił najmniejszego problemu, choć czasem delikatnie ścierał się z nosa, ale niestety takie są uroki obostrzeń sanitarnych. Bez maseczki wystarczy mi jedna warstwa, która bardzo ładnie kryje wszelkie mankamenty i wygładza skórę, bez efektu maski i ciężkości. Istotne jest również to, iż ten podkład nie podkreśla nawet najmniejszej suchej skórki na twarzy, a zapewniam was, że podczas testowania tego produktu zdarzyły mi się tak owe i to w sporej ilości, więc była idealna okazja, aby sprawdzić, czy taka sytuacja może mieć miejsce. Względem trwałości, bo zapewne też i ten punkt was interesuje, to powiem wam zupełnie szczerze, że na mojej twarzy on się trzyma cały długi dzień, a musicie wiedzieć, że makijaż robię około 8 rano i zmywam go najczęściej koło 20, więc podkład jest ze mną przez 12 godzin praktycznie. I przez ten czas nie wchodzi w pory, linie uśmiechu ani skrzydełka nosa. Właściwie należałoby po tym czasie odcisnąć nieco sebum ze skóry i delikatnie ją przypudrować, aby móc spędzić kolejne kilka godzin w makijażu, ale nie polecam testowania tego sposobu, jeśli nie wychodzicie na imprezę, nie mając czasu na większe przygotowania. Podkład testowałam też z dwoma różnymi pudrami do twarzy, czyli standardowo AA wings of color i Celia. Oba testy przeszedł pozytywnie i wyświecał się delikatnie po jakiś 5 godzinach, jeśli było nieco cieplej. W chłodniejsze dni satynowe wykończenie trwało ze mną przez dłuższy czas. Obecnie testuję go też z pudrem bambusowym i tutaj również wypada pozytywnie na razie, choć zapewne więcej opowiem wam przy okazji recenzji pudru właśnie.
Opakowanie
Opakowanie podkładu wonder match stanowi szklana buteleczka, na której znajdziemy wszelkie potrzebne informacje dotyczące koloru, opisu działania oraz składu produktu. Sama buteleczka prezentuje się naprawdę elegancko i bardzo przypomina drogi podkład Lancome Teint Idole. Aplikator w postaci pompki jest tutaj bardzo dobrym i higienicznym rozwiązaniem. Nie zacina się i zawsze dozuje odpowiednią ilość produktu na gąbkę do makijażu. Jak widzicie, na zdjęciu niżej, nie brudzi się i podkład na nim nie zasycha, tworząc wrażenie ubrudzonej buteleczki, a nie wycierałam go specjalnie do zdjęcia.
Kolor, konsystencja, zapach
Względem koloru mój to 010 light vanilla. Sądzę, że dobrze go dobrałam, ponieważ pasuje mi nawet, teraz kiedy jestem opalona, więc uważam, że bardzo dopasowuje się do skóry. Na mojej skórze nie ciemnieje na pomarańczowo, co widać bardzo dobrze, kiedy zmywam podkład wieczorem. Konsystencja, jak pisałam wyżej, jest z tych kremowych i nawilżających, choć jest to formuła zastygająca i trwała. Jeśli chodzi o zapach, mnie bardzo się podoba, choć nie potrafię go porównać do niczego konkretnego. Niżej pokażę wam, jak wypada w porównaniu do innych moich podkładów.
Eveline Cosmetics Wonder Match vs inne moje podkłady
od góry:Eveline Cosmetics Wonder Match 010 light vanilla,
na dole: Wet n Wild Photofocus foundation soft ivory, Ingrid Cosmetics Mineral Cover 12 natural, Ingrid Cosmetics Ideal Matt 300 ivory, Celia Women 02 naturalny.
Podsumowując, podkład Eveline Cosmetics Wonder Match to ostatnio mój faworyt w kategorii podkładów, ponieważ ląduje na mojej twarzy w każdym makijażu i ciężko mi go odstawić. Ma bardzo dobre krycie już po pierwszej warstwie, aczkolwiek można je budować, jeśli potrzebujecie i podkład nadal wygląda bardzo dobrze. Bardzo dobrze współpracuje też z moimi ulubionymi pudrami do twarzy, a także z bambusowym pudrem, który ostatnio bardzo lubię. Trwałość również na wielki plus, ponieważ niewiele zostaje na maseczce, a bez niej podkład trzyma się cały dzień praktycznie nienaruszony. Nie wyświeca się również szybko, bardziej daje taki zdrowy glow, pomijając prawdziwy upał, który jest ciężko przetrwać każdemu podkładowi. Nie wchodzi również w linie mimiczne ani pory.
I tym akcentem kończę ten wpis. Koniecznie napiszcie, czy miałyście okazję stosować ten podkład i jak u was wypadł, a może po mojej recenzji czujecie się skuszone na wypróbowanie?
![]() |
| Bielenda Vege Skin Diet normalizacja + detoks cera mieszana i tłusta |
![]() |
| Farmona herbal care szampon dziegieć |
![]() |
| Wibo I choose what I want duo eyeshadow 04 gold cappucino |
![]() |
| Wibo beach cruiser 03 praline |
TWARZ
OCZY
![]() |
| Sensique high coverage concealer| Wibo neutral eyeshadow palette| Wibo Rhythm of freedom| Miss Sporty Naturally effect mascara| Miss Sporty Designer automatyczny eyeliner| MAKIJAŻ TYGODNIA #18 OCZY |
USTA
![]() |
| Golden Rose Longstay Matte Liquid Lipstick w kolorze 36| MAKIJAŻ TYGODNIA #18 USTA |
Na ustach wróciłam do matu i postanowiłam nałożyć pomadkę Golden Rose Longstay Matte Liquid Lipstick w kolorze 36.
Makijaż/ zdjęcie poglądowe
Makijaż zdradzę wam tylko, że na tym zdjęciu ma lekko ponad 10 godzin. I nie mam tylko pomadki na ustach, bo ją zmyłam po prosu.
I tym akcentem kończymy makijaż tego tygodnia. Jakiś produkt ciekawi was bliżej?Koniecznie dajcie znać : )











































