Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie kalendarza adwentowego Pure Beauty BeautyXMas. To już ostatni wpis z tej serii – podsumujemy wszystkie 24 okienka, które wspólnie otwieraliśmy w grudniu. Przypomnę też 9 kosmetyków, które doczekały się u mnie osobnych recenzji. Ciekawi moich końcowych przemyśleń? Zapraszam do lektury!
Krem z filtrem to dla mnie absolutna podstawa – fundament, od którego zaczęła się moja świadoma pielęgnacja, jeszcze przed retinolem czy kwasami. To w końcu SPF jest tym 'magicznym' produktem, który realnie chroni przed zmarszczkami, przebarwieniami i pozwala skórze dłużej zachować młodość. W kalendarzu adwentowym Pure Beauty (BeautyXMas) znalazłam najdroższy filtr, jakiego kiedykolwiek używałam. To kosmetyk z najwyższej półki pod każdym względem. Jak zatem na mojej skórze wypadł Hamsa Skin Lab Natural Anti-Ageing Cream SPF 30? Czy cena idzie w parze z luksusowym działaniem?
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Natural anti-aging cream SPF 30 FACE CREAM dostaniecie na stronie internetowej producenta. Cena to niebagatelne 600 zł. Moim zdaniem to już absolutnie luksusowy kosmetyk.
Pierwsze, co zwraca uwagę, to samo opakowanie – jest dość ciężkie i solidne, dzięki czemu bardzo wygodnie trzyma się je w dłoni. Całość zdobi piękne, lustrzane złote wieczko, do którego nawiązują napisy na słoiczku. Ta elegancka buteleczka prezentuje się niezwykle luksusowo nie tylko na łazienkowej półce, ale i na toaletce, stając się niemal ozdobą kolekcji.
A teraz przyjrzymy się, co mówi o nim producent 🤔
Naturalny skład, luksusowe działanie
Hamsa Skin Lab to 100% wegańska formuła, która łączy ochronę SPF 30 z intensywnym działaniem anti-aging. Nie ma tu mowy o kompromisach – skład jest czysty i przemyślany, dzięki czemu krem polubi się nawet z wrażliwą cerą.
Co znajdziemy w środku?
Nawilżenie i elastyczność: Masło shea i olejek ze słodkich migdałów sprawiają, że skóra staje się miękka i ukojona.
Tarcza antyoksydacyjna: Ekstrakty z białej oliwki i opuncji figowej (naturalny botoks!) walczą z wolnymi rodnikami i spowalniają starzenie.
Regeneracja: Olej arganowy i pantenol to duet, który dba o barierę ochronną i wycisza ewentualne podrażnienia.
To nie jest zwykły filtr – to pełnowartościowy krem pielęgnacyjny, który przy okazji chroni nas przed fotostarzeniem.
Krem zachwyca przede wszystkim bogatym i naturalnym składem, w którym pierwsze skrzypce grają luksusowe ekstrakty z opuncji oraz oliwki. To właśnie one odpowiadają za skuteczne spowalnianie procesów starzenia, co w połączeniu ze składnikami wspierającymi barierę ochronną oraz kluczowym filtrem SPF, tworzy kompleksową ochronę przed fotostarzeniem. To, co urzeka jednak najbardziej, to cudowna, otulająca konsystencja produktu. Krem dosłownie tworzy na skórze przyjemną „kołderkę”, która intensywnie nawilża, odżywia i łagodzi cerę. Jest to szczególnie istotne zimą, ponieważ w przeciwieństwie do wielu lekkich filtrów, ten produkt jest wyjątkowo odżywczy i idealnie sprawdza się podczas chłodniejszych dni.
W codziennym użytkowaniu ogromnym atutem jest fakt, że kosmetyk w ogóle nie bieli skóry i mimo swojej treściwości, dość szybko się wchłania. Pozostawia po sobie delikatną lepkość, dzięki której może nadawać się pod makijaż i wygląda bardzo świeżo. Na cerze uzyskujemy eleganckie, satynowe wykończenie, które przez cały dzień prezentuje się nienagannie, nie wyświecając się nadmiernie. Dopełnieniem luksusowego charakteru kremu Hamsa Skin Lab jest jego zapach – pudrowy, ciepły i elegancki, przywodzący na myśl drogie perfumy. Jest on wyczuwalny podczas aplikacji, jednak na tyle subtelny, że nie przytłacza w ciągu dnia, czyniąc poranną pielęgnację czystą przyjemnością.
Pielęgnacja i kolorówka – do tej pory łączyłam te dwa światy jedynie w ulubionych błyszczykach do ust, które dawały mi nawilżenie i subtelny kolor na ustach w codziennym makijażu. Lubię szukać produktów wielofunkcyjnych, więc kiedy w jednym z okienek kalendarza adwentowego Pure Beauty wpadł mi w ręce olejek koloryzujący do ust INTENSE serum od neo make up, wiedziałam, że muszę go przetestować! To było dla mnie nawet coś więcej niż zwykły test – to też sprawdzenie, czy olejek może faktycznie dostarczyć intensywnej pielęgnacji serum i jednocześnie spełnić moje oczekiwania co do makijażu zimą, kiedy usta są naprawdę wymagające przez pogodę. Jak wypadł na moich ustach? Czy sprostał obietnicom producenta i skradł moje serce? Koniecznie sprawdźcie w dalszej części wpisu!
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Serum do twarzy, jak często wam powtarzam, jest istotnym elementem mojej pielęgnacji, a dodatkowo to mój ulubiony etap całej rutyny. Przyznam, że przez lata naprawdę doceniłam fakt, że ta kategoria kosmetyków jest bogata w różnorodne składniki aktywne. Ja najczęściej wybieram kwas hialuronowy, peptydy, witaminę C i niacynamid wiosną i latem, a jesienią stawiam na retinol. W kalendarzu adwentowym Pure Beauty znalazłam serum marki Evree o tajemniczej nazwie Mystic Rose. Jak się sprawdza w mojej pielęgnacji? Zapraszam do lektury!
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Evree Mystic Rose New Skin – kluczowe właściwości i składniki:
🌙 Typ produktu: Nocne serum odbudowujące.
✨ Działanie: Intensywna regeneracja, ujędrnianie, niwelowanie oznak zmęczenia i starzenia.
🛡️ Ochrona: Wspiera barierę hydrolipidową, chroni przed smogiem i światłem niebieskim (HEV).
🌹 Kluczowe składniki:
Niacynamid 5%: Rozjaśnia, wyrównuje koloryt, działa przeciwzmarszczkowo.
Hydrolat z róży damasceńskiej: Łagodzi, nawilża, przywraca komfort.
Centella Asiatica (Cica): Poprawia jędrność, wspiera produkcję kolagenu.
Kompleks witaminy C: Rozświetla, działa antyoksydacyjnie, opóźnia starzenie.
Serum Evree zagościło w mojej wieczornej rutynie – to czas, kiedy pozwalam sobie na więcej kroków i chwilę relaksu. Gdy tylko otworzyłam okienko kalendarza adwentowego, wiedziałam, że ten produkt od razu trafi do testów. Przekonał mnie skład bogaty w moje ulubione substancje aktywne, jak niacynamid i witamina C, które zimą są dla mnie kluczowe. Kiedy za oknem mróz, moja skóra potrzebuje solidnego wsparcia i ukojenia. Produkt ma niezwykle przyjemną, lekką konsystencję, która błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając tłustej ani ciężkiej warstwy. Serum działa niczym nocny kompres – nie tylko nawilża, ale przywraca cerze komfort po intensywnym dniu. Zauważyłam, że rano buzia wygląda na wypoczętą, jest miękka i wyraźnie ujędrniona, co jest zasługą stymulacji produkcji kolagenu.
W składzie serum znajdziemy niacynamid, hydrolat z róży damasceńskiej, witaminę C, kompleks mikro i makro elementów, kolagen i wąkrotę azjatycką.
Podsumowując, serum Mystic Rose to dla mnie jedno z najmilszych odkryć ostatniego czasu. Idealnie wpisało się w mój rytuał pielęgnacyjny, przynosząc skórze ukojenie i nawilżenie, którego tak bardzo potrzebuje zimą. Cieszę się, że marka Evree powróciła do mojej łazienki w tak dobrym stylu.
Moja przygoda z hydrolatami trwa od lat. Zaczęło się od marki Beaute Marrakech, która przez długi czas królowała na mojej półce. Uwielbiam je nie tylko za właściwości tonizujące, ale też za genialne odświeżenie w cieplejsze dni. Oprócz moich klasyków, bardzo cenię markę Nature Queen. Kiedy więc w kalendarzu adwentowym BeautyXMas od Pure Beauty trafiłam na ich hydrolat neroli, wiedziałam, że to będzie udany powrót. Zapraszam na recenzję produktu, który zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę!”
[współpraca reklamowa Pure Beauty]
Opakowanie hydrolatu to elegancka, czarna buteleczka z minimalistyczną grafiką. Całość wyposażona jest w sprawnie działający atomizer, który rozpyla produkt w formie delikatnej mgiełki – jest to niezwykle przyjemne dla skóry i uprzyjemnia codzienną aplikację.
Hydrolat neroli jest znany nie tylko ze swoich właściwości tonizujących, ale również aromaterapeutycznych. Świetnie reguluje sebum, odświeża, łagodzi, koi i regeneruje skórę. Jego przyjemny, relaksujący zapach sprawia, że czuję się jak w spa. Warto sięgać po niego nie tylko podczas porannej i wieczornej rutyny, by przygotować cerę pod serum czy olejek, ale także w ciągu dnia. Delikatna mgiełka błyskawicznie przywraca naszej skórze komfort, nie naruszając przy tym makijażu, a zapach kwiatów gorzkiej pomarańczy pomaga się wyciszyć. Uważam , że będzie to produkt idealny dla posiadaczek cery mieszanej i tłustej, ponieważ naturalnie matuje, nie powodując przy tym uczucia ściągnięcia. Dzięki właściwościom wzmacniającym naczynka, polubi się z nim również cera naczynkowa i wrażliwa, która potrzebuje delikatnego ukojenia.
Marka Cerave już dość długo gości w mojej kosmetyczce i w mojej pielęgnacji. Udało mi się poznać przez ten czas sporo różnych kosmetyków głównie z zielonej i niebieskiej serii do suchej skóry. Kosmetyki idealne na zimę i nie tylko. W kalendarzu adwentowym znalazłam kolejny kosmetyk, który przypadł mi do gustu, a jest to żel do twarzy do skóry normalnej, mieszanej i tłustej.
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA z Pure Beauty]
Kosmyki CeraVe goszczą w mojej pielęgnacji już dość długo. Najczęściej dostaje je w boxach i paczkach od Pure Beauty, ale nie znaczy z czego bardzo się cieszę, bo zawsze mogę poznać nowe kosmetyki, a jeśli coś nie jest dla mnie podaję to dalej. Żel do mycia twarzy do cery normalnej, mieszanej i tłustej znalazłam w kalendarzu adwentowym, ale stacjonarnie dostaniecie go w Superpharm. Online dostępny jest w wieku drogeriach. Cena waha się od 17 do 55 zł.
Demakijaż to jeden z tych kroków, których absolutnie nie warto pomijać w naszej rutynie pielęgnacyjnej. W drodze pięknej cery j i zadbanej skóry jest to niezbędny krok. W mojej demakijażu gościł wiele różnych produktów w różnych formach. Były masełka do demakijażu, hydrofilny olejek, wszelkiego typu płyny micelarne i dwufazowe oraz emulsje. W tym wpisie opowiem wam o świetnym olejku do demakijażu Natur Planet , który znalazłam w kalendarzu adwentowym Pure Beauty BeautyXMas. C
[współpraca reklamowa z Pure Beauty]
Natur planet demakijaż olejowy olejek myjący pomarańczowy znajdziecie głównie online. Cena waha się od 10 do 18 zł.
Delikatny olejek do mycia twarzy na bazie naturalnych olejów z dodatkiem witaminy E. Zmywa makijaż, nie podrażnia, nie powoduje suchej skóry.
Ten olejek, jak wiecie z mojego Instagrama pojawił się w jednym z okienek kalendarza adwentowego. I od razu wpadł do mojej łazienki. Używam tego olejku na dwa sposoby: do typowego demakijażu oraz do zmywania kremu z filtrem i pielęgnacji. To są dwa zastosowania, które każdy produkt do demakijażu, jaki stosuje ma przed sobą w mojej pielęgnacji. Taki mój standardowy zestaw.
Zacznę recenzję od opowiedzenia wam, jak on sobie daje radę z makijażem. Otóż ja zwykle przy tym produkcie moczę lekko dłonie i aplikuje potem produkt na twarz. Makijaż poddaje się w takie sytuacji natychmiast, bo pięknie schodzi zarówno podkład jak i tusz do rzęs, trwałe cienie oraz mój ukochany żel do laminacji brwi. Po spłukaniu serio nie zostaje po nich ślad. Nawet tusz nie zostawia "efektu pandy,, tylko zmywa się idealnie. Olejek ma również tę zaletę, że emulguje w całości razem z makijażem. Przy kremie z filtrem i pielęgnacji sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Istotne jest również to, że ten kosmetyk w ogóle nie zostawia na skórze żadnej warstwy. Dosłownie wystarczy opłukać twarz i nic na niej nie zostaje. Ja oczywiście stosuje jeszcze kolejny krok typu żel to twarzy /emulsja lub pianka. Zależy co mam pod ręką. Buzia po tym zabiegu jest już idealnie czysta i gotowa na kolejne kroki pielęgnacji.
Opakowanie to wygodna butelka z zamknięciem typu press. Olejek nie wylewa się przez nią i nie ma problemu również z dozowaniem kosmetyku.

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
%20(1).jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
%20(1).jpg)
.jpg)
.jpg)
%20(1).jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)







.jpg)




.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)